Energetycy oraz mieszkańcy Szczecina i Pomorza Zachodniego w jednym są
zgodni: od czasów wojny nie było takiej katastrofy energetycznej.
Nie było żadnego pogodowego kataklizmu, tajfunu itd. Padał
śnieg. Co wystarczyło, by 400-tysięczne miasto i setki
miejscowości naszego regionu zostały bez prądu, ciepła, wody, by
nie działały sklepy, banki, stacje paliw, piekarnie itd. Aż
strach pomyśleć, co by się stało, gdyby jakieś pogodowe anomalia
zaistniały. Nie możemy więc bagatelizować tego stwierdzeniem -
siła wyższa!
Gdy tylko w Szczecinie zaczęły działać telefony, do
redakcji dzwonili Czytelnicy z pytaniem: dlaczego doszło do takiej
katastrofy, czy można było tego uniknąć, kto odpowiada za zaistniałą
sytuację?
To był kataklizm
- Padły dwie linie wysokiego napięcia 220 kV, Krajnik-Glinki i
Morzyczyn-Police, którymi zarządzają Polskie Sieci Energetyczne oraz
trzy nasze, o napięciu 110 kV: Morzyczyn-Pomorzany, elektrociepłownia
Szczecin oraz łącząca obie szczecińskie elektrociepłownie - przypomina
Jarosław Dobrzyński ze szczecińskiego oddziału spółki Enea Operator.
W regionie, tylko w okolicach Międzyzdrojów powalonych zostało 50
słupów. W sumie awarii uległo 900 stacji transformatorowych, z czego w
Goleniowie i wokół tego miasta aż 600. Aż 8 słupów wysokiego napięcia
skręciło się pod naporem obciążającego linie śniegu i powalonych drzew.
Jarosław Dobrzyński z Enei Operator przekonywał wczoraj, że nikt nie był
w stanie przewidzieć takiej katastrofy. Wskazuje wiele czynników.
- Intensywne opady mokrego, ciężkiego śniegu, podmokły grunt i drzewa
walące się pod naporem tego śniegu - wylicza Dobrzyński. - Są miejsca,
gdzie praktycznie pochyliła się cała ściana lasu, np. w okolicach
Golczewa. Nie umiem powiedzieć, co z tym zrobić. Cały las wyciąć? Bo
wzdłuż linii energetycznych wycinka jest prowadzona.
Zbyt wąski pas?
Wzdłuż linii wysokiego napięcia ciągnie się tzw. pas bezpieczeństwa.
Gdyby był odpowiednio szeroki, nie było by możliwości, by przewracające
się drzewa spadły na linie energetyczne.
- Owszem, ale to pytanie prosimy kierować do ministra ochrony
środowiska, ekologów - odpowiada nam jeden z pracowników spółki Enea
Operator. - Zgodnie z naszymi normami, gałęzie drzew skrajnej ściany po
dogięciu nie mogą zachodzić na linie. Normy nie przewidują pasa, licząc
położenie do pnia położonego promieniście drzewa. Pas musiał by być dużo
szerszy, a na tak dużą wycinkę drzew nikt w Polsce nie pozwoli. Ani
minister ochrony środowiska, ani ekolodzy.
Jego zdaniem dotychczasowa praktyka pokazywała, że obowiązujące normy
wystarczały. Podobne stosują także inne kraje w Europie.
- Nie zabezpiecza się linii na długość przewróconego pnia - wyjaśnia
nasz rozmówca. - A tu mieliśmy przypadki, że na jednym przęśle
dociążonym śniegiem zawisło kilka drzew, które zrywały przewody i
powodowały skręcenie się potężnych, metalowych konstrukcji. Każda linia
ma tzw. paszport wytrzymałości, ale nawet takie konstrukcje nie mogły
wytrzymać naporu wywracających się drzew.
Prokuratura nie zajmie się prądem
Nie będzie śledztwa w sprawie wtorkowej katastrofy energetycznej w
Szczecinie. Według śledczych zawiniła pogoda.
- Nie przewidujemy żadnego postępowania w tej sprawie. Ta katastrofa to
splot okoliczności wywołany przez padający długo mokry śnieg - mówi
Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Piotr Jasina 10 kwietnia 2008
